Pod dotknięciem
płonącej zapałki
twoich palców
wybucha płomień
tak gwałtowny
jakby w samym piekle
się narodził

Niepohamowany
wciska się
w najdrobniejsze szczeliny
pod paznokcie
pod powieki

Żywioł
nie do ujarzmienia
huczy
pod gorącym niebem
skóry

Jeszcze chwila
a rozsadzi
zaciśnięte źrenice
i wybuchnie
oszalałe morze pozaru

Jeszcze chwila
a rozerwie
niebieskie strumienie
nerwów
i zacznie się
potop ognia

Jeszcze chwila
a

Wtedy
zanurzysz się
we mnie
jak w płonącej rzecze


Tu się wszystko zaczyna
i wszystko kończy

Obnażone ciało
nie służy
pieszczotom

Rozwarte uda
nie oczekują
rozkoszy

Cieniutkie trawy
miłosci
zamieniły się
w sine wodorosty
Szept najcichszy
w krzyk

Zęby rysują
na skórze
czerwone półksiężyce

Samica gryzie
własne łapy

Nie gaśnie
czarne piekło
brzucha

Pod napalmem bólu
rozpada się
wstyd i godność

Białe ściany
białe fartuchy
patrzą obojętnie
jak ludzkie zwierzę
uczy się wyć
Jak rośnie w nim
nienawiść
do nasienia nadziei

Wrośnięte korzeniami
w ciemność
nie chce wyjść
na światło

Jakby wiedziało
że rodzi się po to
żeby umierać