Tu się wszystko zaczyna
i wszystko kończy
Obnażone ciało
nie służy
pieszczotom
Rozwarte uda
nie oczekują
rozkoszy
Cieniutkie trawy
miłosci
zamieniły się
w sine wodorosty
Szept najcichszy
w krzyk
Zęby rysują
na skórze
czerwone półksiężyce
Samica gryzie
własne łapy
Nie gaśnie
czarne piekło
brzucha
Pod napalmem bólu
rozpada się
wstyd i godność
Białe ściany
białe fartuchy
patrzą obojętnie
jak ludzkie zwierzę
uczy się wyć
Jak rośnie w nim
nienawiść
do nasienia nadziei
Wrośnięte korzeniami
w ciemność
nie chce wyjść
na światło
Jakby wiedziało
że rodzi się po to
żeby umierać
Życie jest jedno
więc na pewno dobre
(Eluard)
Życie jest jedno
Rozrywają niebo i ziemię
z powietrza robią
sztolnię przerażenia
bomby Madrytu Warszawy Wietnamu
dwadzieścia lat przed wojną
niebo i ziemię rozrywają
Życie jest jedno
Wie o tym najlepiej
która nosi je
w wielkim koszu
swojego brzucha
która kołysze je
między ciężkimi dyniami
piersi
A oni
z brzuchami jałowymi
pustymi jak bębny
co dzień
jakby słońce wschodziło
po to tylko
żeby święcić zniszczeniom
co noc
jakby ciemność służyła tylko
do maskowania ataków
idą
na nieustające
błogosławione
święte
wieczne
rzezie i ludobójstwa
Krzyżują
palą na stosie
zasiewają grzyby atomowe
Mówią
Chwała poległym
Stawiają pomniki zabitym
i zabijającym
Najokrutniejsi
ze wszystkiego
co żyje
Życie jest jedno
Wie o tym najlepiej
która nosi je
w wielkim koszu
swojego brzucha
która kołysze je
między ciężkimi dyniami
piersi
Kiedy ona
obejmuje władzę
nad światem
nastąpi pokój
Twarz jego jest bohaterska
kiedy mówi
ja buduję socjalizm
I lekceważąco wzrusza ramionami
patrząc na nowy obrazek
zawieszony na ścianie
kochającymi rękami
To nieważne
mówi
Dla niego nieważny jest
kolorowy talerz z jabłkami
szalik w niebieskie gwiazdki
czerwone buciki dla dziecka
On unosi się ponad tym
lekko
jak piórko indycze